Szyszakowa historia

Dziś miało być parę pstryków ot tak (.. a później się rozpisałam), bo ostatnio dorwałam się do aparatu i z każdej możliwej strony opstrykałam szczury. Nie, nie był zadowolone z tego tytułu. One w dzień śpią, a ja im śmiałam w tym przeszkadzać. Wynagrodziłam im to sowicie - kawałkiem migdałka i suszonym jabłkiem.

Kto by pomyślał, że to już dwa i pół roku jak zagościły w moich progach? Przez ten czas zaliczyłam całe mnóstwo klatek, zarówno tych własnej roboty, jak i kupowanych. Wkręciłam setki wkrętów, wbiłam kolejne paręset zszywek, zużyłam paręnaście metrów listewek i siatki.. A ile ja się sprzętów napożyczałam od ludzi! Chyba nigdy nie zapomnę jak się na mnie na uczelni patrzyli, kiedy kolejny dzień z rzędu chodziłam i pytałam: "czy ma ktoś pożyczyć wiertarko wkrętarkę/ wkrętak/ brzeszczot/ piłkę do drewna?". Nie chcę się nawet zastanawiać, co oni wszyscy wtedy o mnie myśleli. A ja kombinowałam w dzień i w nocy, zadrapywałam z Mariuszkiem ręce tnąc drewno albo panela jakąś pomarańczową od rdzy piłką czy próbując wbić kolejną setkę zszywek, żeby to się wszystko jakoś trzymało. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, ile przy tym radości było! Pierwsza klatka, jak sobie teraz pomyślę, była koszmarna, a ja byłam z niej tak okropnie dumna! Wykańczaliśmy ją na ostatnią chwilę, bo miała być dla Nacho, która dopiero miała do mnie przyjechać za kilka dni, a ja poszłam do zoologicznego i pod wpływem impulsu zakupiłam młodziutką, wystraszoną Chami. Klatka nie skończona, szyszek wystraszony, a ja w takiej euforii, że nawet zapomniałam zapytać, czy to samiec, czy samica :D








Efekt finalny klatki. Może szału nie było, ale radości tyle, że szok!


Chami po przyniesieniu wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy.. Wystraszona, położone uszy, przy każdym ruchu z paniki skakała po całej klatce i nie dawała do siebie podejść, bo od razu "szczekała".. Ale już na drugi dzień było o wiele lepiej. Nie zapomnę jednak jak po naszej pierwszej "wspólnej nocy" Mariuszek się obudził i przez zęby wycedził: "tak, ku**a, być nie może!" :) Fakt, Chami "trochę" hałasowała.. Później trochę się przyzwyczailiśmy, trochę wyciszyliśmy klatkę, a i szyszek się trochę uspokoił - szczególnie, kiedy przybyło do niego towarzystwo w postaci Nacho :))





One się tak ogromnie uwielbiały. Już później żadne z moich szyszków nie obdarzyły się aż tak przyjaźnią jak te dwie na początku. Szkoda tylko, że przyjaźń trwała do momentu przyjścia na świat potomstwa Nacho..




Później było przez dobrą chwilę po prostu dobrze. Szyszki rozgościły się na stancji i w moim domku. Obie były szczęśliwe, a Chami rosła - szczególnie wszerz :)




  



W międzyczasie.. zjadły mi doszczętnie pokój. A jak zadegustowały ukochany kapelusz mojego dziadzia to myślałam, że je przy pomocy ich ogonów ze ścianą zapoznam :)



  

Na tym zdjęciu widać jaka Nacho jest okrąglutka. Co zabawne, to faceci pierwsi domyślili się, że pannica jest w ciąży i hodowla nam się powiększy. Dość abstrakcyjna sprawa, kiedy w klatce mieszkają dwie samice..


Potem budowaliśmy kolejną, olbrzymią tym razem, klatkę (1,6m wysokości, ale nie miałam w jej budowie zbyt dużego udziału), a w międzyczasie wykluły się nam pisklaki - Martini, Mango i Memfik. Były prześmieszne! Duże główki, małe tyłki, długie łapki, a zacięcia i agresji jak u dużego szyszka. I tylko Memfik to takie małe, chodzące nieszczęście było.. Dokarmianie co dwie godziny, termoforki, przemywanie oczek.. Pędziłam do niego z Rzeszowa jak na zbity pysk :)











Maluchy rosły w zastraszającym tempie. Bardzo szybko nauczyły się biegać, wspinać i niestety gryźć się wzajemnie. Na szczęście w ciągu kilku tygodni z tego wyrosły, ale konflikt pomiędzy mamusią i ich dotychczasową przyjaciółką urósł do rangi walki na śmierć i życie, przez co zostały rozdzielone - już na dobre..




Memfik - moje ukochane zbiorowisko wszystko nieszczęść. Chciałam go później zatrzymać dla siebie na dłużej, ale ze względu na płeć nie był dobrym towarzystwem dla panien..



  



  

Młoda mama: 


I "była" przyjaciółka, której na szybko urządziłam jakieś lokum z pudełek w dużej, jeszcze nie przystosowanej, klatce.



A maluchy rosły dalej. Były coraz silniejsze, łaziły wszędzie. Memfika można było poznać na pierwszy rzut oka, ale i tak był koszmarnie "słodki" i rozczulający. Mango i Martini były od samego początku dużymi zwierzakami.







Nie minęło dużo czasu jak ruszyłam z budowaniem kolejnej klatki. Zbudowałam ją sama i zastąpiła tę, którą widać pierwszym zdjęciu poniżej. Równolegle poprawiałam i urozmaicałam tę największą klatkę, która już prawie była wykończona. Nawet maluchy nauczyły się już w niej funkcjonować :)








Tak wyrósł Memfik. Zdjęcie zrobione na dzień przed jego wyjazdem do nowego domku w Lublinie. Dziś wiem, że znalazłam mu naprawdę fantastyczny domek, świetną właścicielkę i przyjaciela, Juniora :)


Po pewnym czasie z mojego domku wyfrunęła jeszcze Mango i mamusia Nacho. Zostały za to Chami i Martini. Poniżej pożegnanie z Nacho.. Chwilę później zawiozłam ją pod Rzeszów do nowej Pani i nowej przyjaciółki.



Zostały ze mną wtedy tylko dwie milusińskie. Mango jako pierwsza znalazła domek, ale ją zdarza mi się czasem widywać. Potem, chcąc powiększyć gromadkę dokupiłam beżyka, Nelę, której reszta towarzystwa nie chciała zaakceptować.. Była taka wypłoszona, malutka, a ja przez kilka dni myślałam, że jest ślepa, bo nie umiała skakać.. Później raz bywało lepiej w kontaktach Nelki z resztą, raz gorzej. Niestety Nelka poprzez zatrucie, mając półtora roku, odeszła do "Krainy wiecznych rodzynków" i strasznie nie mogę sobie wybaczyć, że w porę jej nie pomogłam..







Moja gromadka przez ten cały czas rozrastała się, malała, zmieniały się składy klatkowe, klatki i wszystko, a ostatecznie wróciłam do posiadania dwóch szczurków. To już dorosłe samice, które mają swoje lepsze i gorsze dni, ale są okropnie sympatyczne i bardzo lubią jak się z nimi spędza czas :) Na koniec wrzucam zdjęcia z dziś, które.. miały być jedynymi w tej notce, ale jakoś się rozszalałam.. :)
   






  

  


Ktoś dotrwał? :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tatryyy ;)

Tatry 2k13 vol. 2

Akcja rejestracji Dawców - Stalowa Wola