Tatry 2013 vol.1
Pierwszy tegoroczny wypad w góry za nami. Można rzec, że to był taki wyjazd "na zachętę", bo krótki, choć treściwy, nie zdążyliśmy się nacieszyć górami i mamy nadzieję, że uda nam się tam dość szybko powrócić. To, że trafiliśmy w Tatry to "mały" dodatek do koncertu Sabatonu, na który wybraliśmy się do Krakowa w prawie Zonk - Teamowym składzie wzbogaconym o mojego tatę - Gienia :)
Koncert był zdecydowanie tłoczny i bardzo głośny, choć niektórzy się skarżą (pozdrowienia dla P.), że nie było słychać basistów. Dwa pierwsze zespoły nie rzuciły nas na kolana i z niecierpliwością czekaliśmy aż wreszcie dadzą sobie spokój. Jak już w końcu doczekaliśmy się Sabatonu to daliśmy się ponieść tłumowi i energii :) Zdarliśmy trochę gardła, poskakaliśmy (mnie nawet udało się wybić ponad wszystkich i trochę popłynąć), a potem grzecznie zebraliśmy się do samochodów i każdy pojechał w swoją stronę. Można więc stwierdzić, że koncert jak najbardziej się udał i wszyscy wyszliśmy zadowoleni - nawet mój tatusiek, dla którego bilet był prezentem urodzinowym :)
Na drugi dzień mieliśmy w planach narty i leniuchowanie na termach. Ja niestety po koncercie wstałam z takimi zakwasami na łydkach, że nie wiedziałam co ze sobą począć po ubraniu butów narciarskich. Pomijając fakt, że w tych butach bez zakwasów chodzi się dość nienaturalnie to wyobraźcie sobie jak wyglądałam idąc z dodatkowym bagażem w postaci obolałych mięśni.. Jeśli jeszcze dodać do tego nasze umiejętności jeżdżenia na nartach to można by z tego zrobić niezłą komedię. Pierwszy mój zjazd skończył się uroczym dachowaniem i wypięciem się nart, a później to już jakoś szło. Później Paweł nie miał tyle szczęścia i w trakcie nieplanowanej próby przemieszczania się do tyłu fiknął koziołka. Na przedostatnim zjeździe znów niekontrolowanie nabrał takiej prędkości, że o mało nie przeleciał na sąsiedni stok. Ale żeby nie było - całkiem nieźle jeździliśmy! :D A tatusiek miał niezły ubaw.. :D Zanim jednak poszliśmy na narty wyszliśmy trochę nacieszyć się okolicą..
Nasz domek i pies, nazwany przez nas "Felkiem" :)
Szybkie przeszkolenie z obsługi aparatu i "kamerki"..
Po nartach przepyszny obiad w "Giewoncie", szybkie ogarnianie i na spacer na Krupówki, co by czasu nie marnować. Na termy chcieliśmy się wybrać dopiero wieczorem, żeby minąć się z tłumem, mieć ciszę, spokój.. i całe baseny dla siebie :D Termy w zimie są fantastyczne.. Wspaniała, gorąca woda, a nad nią całe mnóstwo pary, znad której widać zaspy śnieżne i pilnującego ratownika odzianego jak na Syberii.
Mój nowy nabytek na następną zimę.. "Tato, tato, ale podobają Ci się te kapcieeee...?"
Po 2,5 godziny na basenach termalnych padliśmy jak muchy. Rano tylko śniadanko, małe "oscypkowe" zakupy i na spacer nad Morskie Oko. W zimie nas tam dotychczas nie było :)
A na górze było taaaaaaak pięknie..! I tak zajebiście, za przeproszeniem, zimno! Przez całą drogę pogoda nam dopisywała. W ogóle nie możemy narzekać na pogodę. Lepszej sobie nie mogliśmy wymarzyć. Temperatura w okolicy zera, piękne słoneczko, lekki wiaterek (na górze już nie taki lekki, bo nas prawie wywracało) i na niebie ani jednej chmurki. No, i zamarznięte Morskie Oko, które przemierzyliśmy na wskroś całe. Nie zdecydowaliśmy się jednak pójść na Czarny Staw pod Rysami ze względu na późną godzinę, ale pewnie to jeszcze kiedyś nadrobimy zimową porą :)
Po zejściu z góry musieliśmy niestety już wracać do domku. My chętnie zostalibyśmy tam jeszcze kilka dni przynajmniej, ale musieliśmy odstawić do domu tatuśka. Co by jednak nie było, to nie ma co za dużo mówić - niebawem tam wrócimy! Nie wiem tylko jak to jest, że z każdym kolejnym wyjazdem przywozimy coraz mniej zdjęć :P Tym razem nawet nie bardzo było co wybrać do pokazania. Mam nadzieję, że następnym razem uda nam się nieco bardziej postarać :)
Pozdrowienia dla wytrwałych! :)
















































ahhhhh....tylko draznisz tymi naszymi pieknymi gorami ......... zazdroszcze ..:*
OdpowiedzUsuń